Każdy fotograf ma swój ulubiony pretekst do zatrzymywania świata.Palazzo Ducale, Venecja, Italy
Jedni „muszą” robić drzwi, inni „nie mogą się oprzeć” oknom.
Ja mam schody.
I cała moja rodzina doskonale wie, że gdy w zasięgu wzroku pojawia się klatka schodowa, wycieczka właśnie została oficjalnie zawieszona.

„Tylko pięć minut” to w naszym domu jednostka czasu czysto umowna.

Schody są niewdzięcznym motywem dla kogoś, kto lubi się spieszyć.
Światło zmienia się na nich powoli, jakby specjalnie sprawdzało, czy fotograf naprawdę chce tam stać.
Czasem czekam, aż promień przesunie się o kilka centymetrów. Czasem aż ktoś wejdzie w kadr.
Czasem aż sama wreszcie przestanę udawać, że już wystarczy.

A gdzieś obok stoi moja rodzina — cierpliwa, przyzwyczajona, czasem lekko znudzona, ale zawsze gotowa dać mi jeszcze chwilę.
Bywa, że zupełnie niechcący stają się idealnym sztafażem: sylwetką na schodach, cieniem w przejściu, punktem odniesienia dla całej tej monumentalnej przestrzeni. Modelami z przypadku, najlepiej dopasowanymi do światła.

Fotografowanie schodów to, w moim przypadku, coś pomiędzy estetyczną przyjemnością a łagodną formą autoterapii.
Bo schody są miejscem „pomiędzy” — a ja, najwyraźniej, bardzo lubię ten stan.
Nie trzeba jeszcze wiedzieć, czy idzie się w górę czy w dół.
Wystarczy być w drodze.

Ateny

Psycholog zapewne powiedziałby, że to fascynacja przejściami, zmianą i kontrolowanym ruchem.
Fotograf powiedziałby: „świetne linie prowadzące i dramatyczne światło”.
Ja podejrzewam, że chodzi o jedno i drugie.

Na jednych schodach światło jest jak w teatrze — perfekcyjne, zaprojektowane, niemal bezczelnie fotogeniczne.
Na innych ledwo się przeciska między ścianami, jakby nie było pewne, czy wolno mu tam być.
W obu przypadkach robi to samo: obiecuje, że gdzieś dalej jest coś jaśniejszego.

Może dlatego tak chętnie tam stoję. Z aparatem, w pół drogi, w miejscu, które nie wymaga jeszcze żadnych decyzji poza jedną: czy nacisnąć spust.

A kiedy w końcu ruszamy dalej, ja mam kolejne zdjęcia schodów, a moja rodzina — kolejne potwierdzenie, że ich cierpliwość to najważniejszy element mojego fotograficznego wyposażenia.

Metro ateńskie