Fotografia artystyczna nie musi być wierna rzeczywistości. I nigdy nie była.

Od czasu do czasu w komentarzach pod zdjęciami pojawia się to samo zdanie: „To już nie fotografia, tylko Photoshop.” Albo: „Zdjęcie jest przekłamane.”

Ale czy na pewno?

Przede wszystkim warto odróżnić fotografię artystyczną od fotografii dokumentalnej czy reportażowej. Reportaż ma pokazywać rzeczywistość możliwie wiernie. Fotograf artystyczny nie ma takiego obowiązku. Jego zadaniem jest przekazanie emocji, własnej interpretacji świata lub stworzenie obrazu zgodnego z autorską wizją.

Fotografia nigdy nie była wyłącznie mechanicznym zapisem rzeczywistości.

Bo przecież istnieje przekonanie, że „prawdziwa” fotografia powinna wyglądać dokładnie tak, jak widziało ludzkie oko. Co jest o tyle ciekawe, że nasze oczy mają znacznie większą rozpiętość tonalną niż aparat, a mózg przez cały czas „obrabia” obraz, który widzimy. Ale tego jakoś nikt nie nazywa oszustwem.

Fotografia artystyczna to nie reportaż.

W fotografii artystycznej celem nie jest sporządzenie protokołu z miejsca zdarzenia. Fotograf nie jest notariuszem rzeczywistości.

Artysta ma prawo podkreślić nastrój, wydobyć kolor, zmienić kontrast czy stworzyć obraz, który bardziej oddaje emocje niż suche fakty. Tak samo jak malarz nie słyszy codziennie: „Ładny obraz, ale dlaczego nie namalował pan tego dokładnie tak, jak było?”

Obróbka istnieje od początku fotografii

Niektórzy zachowują się tak, jakby edycję zdjęć wynaleziono razem z Photoshopem.

Tymczasem fotografowie retuszowali zdjęcia już w XIX wieku. Maskowali fragmenty obrazu, rozjaśniali, przyciemniali, usuwali niedoskonałości, a nawet łączyli kilka negatywów w jedną fotografię.

Photoshop nie stworzył obróbki. On tylko sprawił, że nie trzeba już wdychać chemikaliów w ciemni i spędzać kilku godzin nad jedną odbitką.

„Zdjęcie prosto z aparatu” – To jedno z moich ulubionych określeń. Bo jeśli zdjęcie zapisane jest jako JPEG, to aparat już zdążył je wyostrzyć, odszumić, dobrać kontrast, nasycenie kolorów, balans bieli i zastosować algorytmy producenta.

Czyli „prosto z aparatu” bardzo często oznacza po prostu: obrobione przez programistów zamiast fotografa.

A filtry nakręcane na obiektyw? To też ingerencja?

Często słyszymy, że wszystko, co zmienia obraz, jest oszustwem.

Naprawdę?

Filtry nakręcane na obiektyw stosuje się od dziesięcioleci. Filtr polaryzacyjny usuwa odbicia światła, przyciemnia niebo, zwiększa kontrast i nasycenie kolorów. Filtry połówkowe pozwalają poprawnie naświetlić krajobraz, a filtry kolorowe od lat wykorzystywano w fotografii czarno-białej do kontrolowania kontrastu.

Nikt jednak nie protestował, że niebo jest „za niebieskie”, skoro zrobił to kawałek szkła przykręcony do obiektywu. Widocznie szkło ma większe społeczne zaufanie niż suwak w programie graficznym.

Każde zdjęcie jest interpretacją

Już sam wybór obiektywu zmienia rzeczywistość. Szeroki kąt wyolbrzymia perspektywę, teleobiektyw ją spłaszcza. Długa ekspozycja zamienia wodospad w mgłę, krótka zatrzymuje pojedyncze krople. Fotograf decyduje o miejscu, czasie, świetle, kompozycji i momencie naciśnięcia migawki.

Czy to oznacza, że każde zdjęcie jest manipulacją?

Nie. Oznacza jedynie, że fotografia od zawsze była interpretacją rzeczywistości, a nie jej beznamiętną kopią.

Nie wszystko musi wyglądać „jak było”

Fotografia artystyczna nie ma obowiązku wiernie odtwarzać świata. Ma wywoływać emocje, opowiadać historię i pokazywać rzeczywistość oczami autora.

Jeśli ktoś oczekuje od każdej fotografii absolutnej zgodności z tym, co widział stojąc obok fotografa, pozostaje jedno pytanie.

Po co w ogóle wynaleziono sztukę? 😉

ps. Jak myślicie jak powstało zdjęcie na dole?

😉