
Są miejsca, które ogląda się przez szybę samochodu. Są też takie, które trzeba wychodzić. Banská Štiavnica zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
To jedno z najpiękniejszych historycznych miast Słowacji, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Przez wieki należało do najważniejszych europejskich ośrodków wydobycia złota i srebra. Dziś zachwyca brukowanymi uliczkami, renesansowymi i barokowymi kamienicami, kościołami oraz śladami swojej górniczej przeszłości.
Jest jednak coś, o czym przewodniki wspominają zdecydowanie za rzadko.
Od początku historycznego centrum do jego końca czeka na Was około 140 metrów przewyższenia. Na papierze wygląda to całkiem niewinnie. W praktyce Banská Štiavnica oferuje dwie atrakcje w cenie jednej: zwiedzanie zabytków i darmowy test wydolności a niemal każdy spacer zamienia się w małą górską wyprawę. Schody, strome uliczki i kolejne zakręty skutecznie przypominają, że to miasto powstało na zboczach wygasłego wulkanu, a nie na równinie.
Możesz być święcie przekonany, że jesteś w świetnej formie. Miasto z kamienną twarzą odpowiada: „zaraz to sprawdzimy…”. Kolejna uliczka. Kolejne schody. Następny podjazd. Nagle okazuje się, że średniowieczni górnicy chyba mieli lepszą kondycję od współczesnych turystów. A zegarek, który rano dumnie meldował gotowość do aktywności, po godzinie zaczyna dyskretnie pytać, czy na pewno to był dobry pomysł.
I nie dotyczy to wyłącznie ludzi. Samochody również przechodzą tu swój mały egzamin. Jeśli wydaje Ci się, że niskie zawieszenie i sportowy wygląd to świetny pomysł na zwiedzanie, Banská Štiavnica z uśmiechem przypomni o istnieniu stromych podjazdów, kocich łbów i uliczek, na których auto z większym prześwitem czuje się zdecydowanie pewniej. Mówiąc krótko – tutaj SUV po raz pierwszy może poczuć, że został kupiony do czegoś więcej niż podjeżdżania pod galerię handlową.
To miasto nie pozwala się obejrzeć w pośpiechu. Zmusza do zatrzymania się – czasem z zachwytu nad widokiem, a czasem dlatego, że płuca właśnie negocjują z nogami.
Każdy zakręt odkrywa nowy kadr. Wieczorne światło zamienia stare kamienice w teatralną scenografię, burzowe chmury dodają dramatyzmu, a wąskie zaułki wyglądają tak, jakby czas zatrzymał się tu kilkaset lat temu.
Zdjęcia, które publikuję dzisiaj, są zaledwie początkiem tej fotograficznej opowieści. W kolejnych wpisach pokażę znacznie więcej – klimatyczne uliczki, architektoniczne detale, ślady górniczej historii, wnętrza, panoramy i miejsca, które łatwo minąć, jeśli skupicie się wyłącznie na odhaczaniu atrakcji z przewodnika.
I kiedy już wydaje Ci się, że zdobyłeś najwyższy punkt miasta… rozglądasz się dookoła. Okazuje się, że Banská Štiavnica jest otoczona wzgórzami. To one tworzą jej niepowtarzalny klimat i sprawiają, że niemal z każdego miejsca można znaleźć ciekawy punkt widokowy. Oczywiście pod jednym warunkiem – trzeba się na niego jeszcze wdrapać. W końcu po co ułatwiać życie fotografom? Gdyby wszystkie kadry były dostępne z parkingu, każdy miałby takie same zdjęcia.
Bo z Banskiej Štiavnicy nie przywozi się kilku zdjęć.
Przywozi się pełne karty pamięci, bolące łydki i bardzo konkretny plan, żeby kiedyś tam wrócić. W końcu miasto nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. A góry wokół miasta są piękne. Szczególnie wtedy, gdy patrzysz na nie z dołu i jeszcze nie wiesz, że za chwilę będziesz na jednej z nich.
