
Fotografia uliczna ma swój urok. Przypadkowy gest, światło, emocja i moment, którego nie da się już powtórzyć. Bez pozowania, bez ustawiania modela i bez klasycznego: „proszę spojrzeć trochę w lewo”.
Jest tylko małe „ale” – fotografowanie z biodra, czyli z ukrycia. Fotograf wie, fotografowany niekoniecznie, czasem wręcz nie ma pojęcia, że właśnie został bohaterem czyjegoś mniej lub bardziej artystycznego dzieła.
I tu pojawia się pytanie: skoro można zrobić komuś zdjęcie na ulicy, to czy można je później bez pytania opublikować? Okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. W prawie istnieje istotne rozróżnienie między wykonaniem zdjęcia a rozpowszechnianiem wizerunku. Sam fakt, że ktoś znajduje się w przestrzeni publicznej, nie oznacza jeszcze, że fotograf otrzymał dożywotnią licencję na jego twarz.
Art. 81 prawa autorskiego co do zasady wymaga zgody na rozpowszechnianie wizerunku, choć przewiduje określone wyjątki. Jednym z nich jest sytuacja, gdy człowiek stanowi jedynie szczegół większej całości, na przykład tłumu, ulicy czy wydarzenia.
Jeżeli jednak robię zdjęcie jednej konkretnej, rozpoznawalnej osobie i to właśnie ona jest głównym bohaterem kadru, sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Argument „ale przecież była na ulicy” nie jest niestety paragrafem, podobnie jak „ale jestem artystą” nie daje fotografowi specjalnego immunitetu.
Dlatego, kiedy mam taką możliwość, pytam fotografowaną osobę i pokazuję jej zdjęcie. Mówię, co chciałabym z nim zrobić, i pytam o zgodę na publikację, zamiast zakładać, że skoro udało mi się zrobić dobre zdjęcie, to wszystko jest już załatwione. Nie twierdzę oczywiście, że każda fotografia uliczna wymaga formularza na trzy strony, dwóch świadków i pieczątki notariusza. Bez przesady, fotografia uliczna ma być fotografią, a nie procedurą administracyjną.
Uważam jednak, że jeśli człowiek jest dla mnie głównym bohaterem zdjęcia, a mam możliwość podejść i zapytać, to po prostu pytam. Czasem słyszę „tak”, czasem „nie”, a czasem zaczyna się rozmowa, z której powstaje coś znacznie ciekawszego niż samo zdjęcie.
Czy przez to fotografia traci spontaniczność? Być może, ale chyba nie aż tak bardzo, jak fotograf traci spokój po otrzymaniu wiadomości: „Proszę natychmiast usunąć moje zdjęcie”.
I właśnie dlatego pytam oraz pokazuję zdjęcia fotografowanej osobie. Nie dlatego, że uważam street photography za coś złego, ani dlatego, że boję się fotografować ludzi.
Po prostu pamiętam, że po drugiej stronie obiektywu też jest człowiek. Fotografia artystyczna daje mi prawo do tworzenia i interpretowania rzeczywistości, ale nie daje mi prawa do posiadania cudzej twarzy.
Aparat można mieć w ręku. Cudzą twarz na zdjęciu – już niekoniecznie.

