Dwa lata temu, w ferie zimowe, postanowiliśmy zrobić coś absolutnie rozsądnego. Zamiast pojechać do Zakopanego  jak wszyscy „normalni” ludzie, spakowaliśmy się do auta, zabraliśmy naszą córkę, aparat i… ruszyliśmy do Splitu. Tak, Chorwacja. W lutym.

Wyruszyliśmy z pięknej zimowej scenerii: śnieg po pas, -2°C, skrobaczka do szyb jako najlepszy przyjaciel kierowcy. I nagle: ta-dam! Z drugiej strony gór Dynarskich – inny świat. Zero śniegu, słońce, +15°C. Jakbyśmy przejechali nie przez tunel, tylko przez portal klimatyczny. Mąż prowadził w szoku, córka pytała, czy jesteśmy jeszcze w tej samej rzeczywistości, a ja wyjęłam aparat, bo przecież różnica temperatur to temat fotograficzny sam w sobie.

Split zimą to zupełnie inna historia niż ten letni, zatłoczony klasyk z folderów biur podróży. Miasto było puste. Serio. Tyle przestrzeni i światła – a zero ludzi w kadrze. Fotograf płacze ze wzruszenia. Fotograf traci poczucie czasu. Fotograf mówi „jeszcze tylko to ujęcie” po raz 54.

Wiem, że dla wielu Split to mekka fanów „Gry o Tron”. Podobno tu coś kręcili. Podobno ktoś tu coś mówił, ktoś inny umierał, a jeszcze ktoś trzymał smoka w piwnicy (w sumie logiczne, bo słońce i jaszczur – nie idą w parze).

Przyznaję się bez bicia: nie widziałam ani jednego odcinka. Ani pół. Ani czołówki. Ale za to weszłam do pałacu Dioklecjana i… przepadłam. Dioklecjan… On wiedział, co robi. Ten pałac to pułapka dla ludzi z aparatem. To jest fotogeniczna dziura bez dna tam można tydzień chodzić w kółko po tych samych zaułkach, fotografując każdą cegłę pod innym kątem. Gdy mówiłam mężowi, że może mnie tam zostawić On się nie śmiał. On to rozważał.

Światło w Splicie? Zimowe, miękkie, bajeczne. Żadne tam „letnie wypalenie bieli” – tylko delikatne cienie, złote tony, i to przez pół dnia. Można bez wstydu robić setki zdjęć jednej bramy, bo „światło się zmienia, muszę uchwycić”.

Piliśmy kawę i jedliśmy lody na promenadzie, w pełnym słońcu i co chwilę mówiliśmy: „To serio luty?!”

Więc jeśli szukacie miejsca, gdzie:
– można przeżyć teleport klimatyczny za kierownicą,
– zostawić fotografa na tydzień i nie musieć z nim rozmawiać,
– dziecko ma ferie zimowe i lody w jednym,
– a Wy macie ciepło, widoki i zero ludzi –
to Split zimą jest odpowiedzią na pytanie, którego nawet nie wiedzieliście, że macie.

Tylko pamiętajcie: zostawcie fotografa w pałacu. On sobie poradzi. I będzie szczęśliwy.

A tutaj można zajrzeć do „mojego Dubrownika 🙂  Dubrownik – katula