
Jeśli ktoś szuka ciepła, komfortu i selfie w pełnym słońcu – to absolutnie nie tu. Jaskinia Demianowska to miejsce, gdzie aparat ledwo zipie na ISO 8000, palce marzną na amen, a światło? No cóż – jeśli jesteś fanem ciemnych zdjęć z nutką „domyśl się, co to”, to trafiasz w dziesiątkę.
Ale jak już zejdziesz w ten wilgotny, kamienny świat i usłyszysz szum podziemnej rzeki Demianówki, to nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Bo to jest po prostu piękne. Na swój zimny, mokry, jaskiniowy sposób.
A teraz najlepsze – trafiliśmy tam większą grupą Polaków, więc Słowacy, z typowym dla siebie spokojem, zrobili nam osobną grupę z oprowadzaniem po polsku. Bez dopłat. Serio. Czułam się prawie jak VIP. (W Jaskini Lodowej było jeszcze zabawniej – wszyscy mówili po polsku, więc przewodnik nawet nie próbował udawać, że to międzynarodowa wycieczka.)
Podsumowując: ciemno, zimno, aparat jęczy, ale dusza skacze z radości. Polecam każdemu, kto lubi połączyć turystykę z lekkim przemarznięciem i odrobiną technicznej frustracji.
